Przyjrzałam się młodzieńcowi z dystansem.
- Nie, dziękuję - odparłam i wycofałam się w głąb korytarza.
- Chwileczka! - Jow złapał mnie z refleksem kota za nadgarstek. - Zatem w jakim celu weszłaś do mojej kajuty?
Westchnęłam z dezaprobatą przewracając oczyma:
- Przyszłam w celach... czysto towarzyskich - rzekłam siląc się na dostojny ton.
- Ach, tak? - Jow uniósł brwi. - I chwilę potem opuściłaś mnie strojąc miny, które mogły znaczyć tylko; "Ależ zostaw mnie, bałwanie"?
Parsknęłam śmiechem, a po moich policzkach potoczyły się łzy rozbawienia:
- Nie ma co - prychnęłam w końcu. - Ślepy to ty nie jesteś.
- Ale błyskotliwy też nie? - chłopak ściągnął brwi z udawanym oburzeniem. W odpowiedzi dałam mu sójkę w bok, a on zatrząsł się od niehamowanego śmiechu.
- Bardzo zabawne - mruknęłam i na powrót przybrałam minę księżniczki. - Przepraszam pana bardzo, ale jestem trochę zajęta.
- A cóż to pani ma zamiar robić? - spytał Jow prostując się z godnością.
- Biorę szalupę i huzia na ląd - uśmiechnęłam się.
- A tam...?
- A tam nieco pogalopuję - odwróciłam się na pięcie chcąc odejść, ale niespodziewanie usłyszałam głos Jow'a:
- Płynę z Tobą.
Zesztywniałam nieprzywykła do tak stanowczych stwierdzeń.
- Zostajesz tutaj - wycedziłam. - i pilnujesz statku. Koniec kropka.
- Ależ, Arven! Nie bądź taka!
- Jow! Proszę, bądź cicho i zostań. Przyda Ci się... jeszcze trochę snu.
Chłopak aż się zjeżył w reakcji na moje słowa.
- Nie jestem dzieckiem, Arven - warknął rozgoryczony. - Czemu to nie mogę Ci towarzyszyć? Czemu...?
- To ja tu jestem kapitanem - przerwałam mu. - Nie Ty.
Odwróciłam się i wybiegłam na pokład.
Jow?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz