Minęło parę ładnych dni odkąd dziewczyny przyjęły mnie na pokład. Zawsze marzyłem o takim życiu.
~*~
Obudziłem się nad ranem w mojej własnej kajucie. Przed moimi oczyma
malował się chwilowo rozmazany obraz, i wyglądając zza białej kołdry
widziałem jak przez małe okrągłe okienko prześwitują promienie
słoneczne. Z korytarza dobiegały stłumione szepty. Niechętnie wstałem z
loża i przeciągnąłem się. Rozejrzałem się po pokoju. Zza okna dobiegał
szum morza i okrzyki mew. Nagle po pokoju rozległo się pukanie.
Podniosłem się i podeszłem do drewnianych drzwi. Gdy już miałem je
pociągnąć do siebie, ktoś mnie uprzedził, i tym samym uderzył w nos.
Błyskawicznie się za niego złapałem i odskoczyłem w bok, tym samym
wpadając na szafkę pełną ksiąg i różnych drobiazgów. Czując w nosie
szczypiący ból zamknąłem oczy. Nagle usłyszałem zaniepokojony głos
-Nic ci nie jest?
Powoli otworzyłem oczy i ukrywając bolącą część ciała, i zobaczyłem
wychylającą się zza drzwi Arven. Widząc jej zaniepokojenie odkryłem
twarz i powoli wstałem z ziemi.
-Nie, dzięki- uśmiechnąłem się.
-Dosyć… porządnie dostałeś -zmrużyła oczy
-Naprawdę, nic się nie stało. Chciałaś może czegoś?
<Arven?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz