wtorek, 30 lipca 2013

od Arven - cd. Veronicy; do Veronicy

Następnego dnia wstałam przed świtem i usiadłam w oknie. Patrzyłam na wschód i na powoli nabierające barw niebo. Wokoło śpiewały rudziki i kosy, nad murku przysiadły przedrzeźniacze. Westchnęłam, ale po chwili przypomniałam sobie wczorajszy dzień i wzdrygnęłam się. Czy już całkiem zwariowałam? A może coś mnie opętało? Nie wiedziałam co jest gorsze. W końcu zeszłam i natknęłam się na Veronicę.
- Wszystko dobrze? - spytała przyglądając mi się badawczym wzrokiem.
- Jak najbardziej - odparłam cicho i bez entuzjazmu. - Po śniadaniu, wyjdź tu - na murek - i poczekaj na mnie, dobrze?
- Jasne - mruknęła.
Sama poszłam na plażę i wskoczyłam do wody. Fale unosiły mnie i wzdymały się wokół mojej twarzy. Zanurkowałam i odetchnęłam pełną piersią. Po jakimś czasie rozkoszy wyszłam na ląd, zawołałam Beauregarda i pogalopowaliśmy pod domu.
- Och, Arven! - usłyszałam krzyk Verry. - Jaki piękny koń!
- Zgadza się! - odwrzasnęłam. - To Beauregard! Jest dziki, ale... - złapałam oddech. - akceptuje mnie.
- No, no. Cudo - przyznała.
- Prawda, prawda - uśmiechnęłam się.
- No więc... miałaś mi coś powiedzieć? - podpytała.
- Och, no tak - potaknęłam niechętnie - To może chodźmy stąd?
- Tak, chodźmy.
Poszłyśmy na plażę, gdzie usiadłam nad wodą, a Beau przysiadł koło mnie i Verry.
- No więc? - spytała dziewczyna. Nie odpowiedziałam tylko wpatrywałam się w morze. Po dłuższej chwili jednak, kiedy otwierała usta by coś powiedzieć rzekłam:
- Klątwa objęła moją rodzinę - szepnęłam. - Nawiedzała mych rodziców, ten dom, tak że przypłacili gardłem swe bogactwo. Bo byli bogaci. Ale i chciwi... - przerwałam. - Nie wiem, jak, ale to co się wtedy wydarzyło. Klątwa, która nawiedzała niektórych członków mojej rodzinie odbiła się w specyficzny sposób na mnie. Teraz widzę przeszłość, ale i... przyszłość. Tak, mogę ją dostrzec. Kiedyś miałam widzenie. Wtedy nie wiedziałam, co to jest, ale teraz wiem - zwróciłam spojrzenie na Veronicę. - Bo to byłaś >>ty<<.
- Ja..? - jęknęła zdziwiona dziewczyna.
- Tak, ty - westchnęłam. - To była wizja przyszłości.
- Mojej przyszłości? - zawahała się Veronica.
- Tak - uśmiechnęłam się drapieżnie i oczy mi się roziskrzyły. - Twojej przeszłości.

(Veronica?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz