Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Byłam bardzo, bardzo ciekawa tego sekretu. Spytałam więc tylko:
-A jak to zrobisz?
-Widzisz..- zamyśliła się.- Jeszcze nie wiem.
-Yhm. - odparłam tylko. - A czy podczas Twego zastanawiania, mogę jeszcze o coś spytać?
-Proszę. - uśmiechnęła się.
-Co to za domostwo? - spytałam niepewnie rozglądając się.
-Hmm, widzisz.. - To dosyć prywatna sprawa.
-I..? - spytałam zażenowana. - Musisz mnie sprawdzić? - prychnęłam.
-No.. nie wiem. - odparła szczerze. - Może.. może Ci odpuszczę?
-No, byłabym wdzięczna. - rzekłam.
Arven nic nie odpowiedziała. Zlustrowała mnie wzrokiem, po czym przeniosła wzrok na dach. Nie było już na nim Elizabeth. Poruszyła się niespokojnie.
-Dobra, powiem ci. - powiedziała w końcu, nie spuszczając dachu z oczu.
-Więc..? - oczy mi rozbłysły, a twarz znowu nabrała przyjemnego ciemnego koloru.
-Więc. To domostwo kiedyś należało do moich rodziców.. odparła. - Oni zginęli, więc ja tu pozostałam.
-Dlaczego go choć trochę nie posprzątałaś ?! - nie zrozumiałam.
-Nie chcę żeby ktokolwiek wiedział, że ktoś tu mieszka. - odparła. zażenowana. Najwyraźniej nie spodziewała się tak banalnego pytania.
-Ach.. - westchnęłam. Przeniosłam wzrok na podniszczone, czarne ogrodzenie.
-A ty? - spytała. - Gdzie mieszkasz?
-Nigdzie. Parę lat temu piwnica, w której mieszkałam, została odkryta.
-Też się ukrywałaś? - spytała nie dowierzając. -Co takiego zrobiłaś?
-Mm, ukrywałam się z powodu rodziców. - wyjaśniłam. - Ukrywałam się przed nimi. Dobre 5 lat.
Arven spojrzała tylko ze współczuciem i odwróciła wzrok.
Przez dłuższą chwilę panowała cisza. Po chwili usłyszałyśmy:
-Arven ! Arven!
-Co się stało Elizabeth? - jęknęła Arven zeskakując z murku.
-O, tu jesteś. - wybiegła szybko i natychmiast się zatrzymała. - Ona tu jeszcze jest? - jęknęła.
-A co ci ona przeszkadza?! - krzyknęła rozdrażniona Arven.
-Chciałam z tobą porozmawiać na osobności! - wrzasnęła opryskliwie.
-Jak będziesz tak się "szczerzyć", to ze mną nie pogadasz! - warknęła zdenerwowana.
Elizabeth prychnęła tylko w odpowiedzi uspokajając się. Ja poczułam się nieco zmieszana słuchając ich kłótni.
-Ja i tak już miałam iść. - zeskoczyłam z murku i obrzucając Elizabeth niemiłym spojrzeniem skierowałam się do dziury w ogrodzeniu.
-Verry ! - usłyszałam krzyk Arven. - Jeszcze z tobą nie skończyłam!
-Dobra, poczekam. - powiedziała Elizabeth i stanęła na przeciwko nas.
-A ja z nią chcę porozmawiać na osobności! - warknęła Arven z powrotem siadając.
Elizabeth prychnęła i ruszyła do domu rzucając długimi włosami.
-No, nareszcie. - westchnęła Arven i odwróciła się w moją stronę.
-Ja i tak już muszę iść.. - jęknęłam.
- Skoro nie masz już tamtej piwnicy, a nie idziesz też do warsztatu łódkowego.. to gdzie spędzisz dzisiejszą noc? - spytała.
-No, nie wiem.. prawdopodobnie gdzieś na łące.. - odparłam.
-Co proszę?! Pod gołym niebem? - krzyknęła.
-Nie mam wyjścia, Arven. - westchnęłam.
-Masz, masz wyjście! - rozpromieniła się. - Możesz nocować tutaj!
-No, nie wiem.. pasowałoby się spytać Elizabeth, czyż nie?
-Nie. Nie może zaprzeczyć. To nie jej dom, tylko mój. Gdyby nie ja nie mieszkałaby tutaj. - zapewniła.
-Dobrze, ale nie chcę być świadkiem waszych kłótni na ten temat. - podsumowałam.
-W porządku. - odparła. - Możesz się błąkać po ulicach, a wracać w nocy. Nikt ci nie broni.
-Dzięki. - odparłam. - Chyba już to zrobię.
-Ach, no tak! Już pojutrze udajemy się w rejs, więc uważaj. - uśmiechnęła się.
-No, pewnie. - odwzajemniłam uśmiech.
Zeskoczyłam z murku i podążyłam w stronę ogrodzenia. Tym razem Arven nie protestowała. Patrzyła tylko za mną wesołym wzrokiem.
(Arven? )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz