wtorek, 30 lipca 2013

od Veronicy - cd. Arven; do Arven

Wybiegłam przez ogrodzenie, pognałam ulicą. Dobiegłam do portu, porozglądałam się, później pobiegałam po kilku łąkach. Rozmyślałam o naszej rozmowie z Arven i zastanawiałam się jak bardzo warty jest sekret Czarnej Perły. Gdy zapadł zmrok wróciłam do Arven i Elizabeth, myśląc, że już śpią. I prawie się nie myliłam. Weszłam i oświetliłam latarką kilka pokoi gdzie szukałam Arven. Zauważyłam ze strachem, że jest jeszcze gorzej niż wcześniej. Wszędzie porozrzucane było szkło, porcelana, a zasłonki mimo braku wiatru kołysały się jakby ktoś je popchnął. Wreszcie weszłam do pokoju na półpiętrze. I aż się zachłysnęłam.
-Arven!
Na kamiennej posadzce wokół porcelany, szkła, otwartej szafy, ogromnego lustra leżała Arven. Wyglądała w tym momencie tak koszmarnie. Jej zwykle lśniące, brązowe włosy, opadały teraz niechlujnie na rozdartą bluzkę.
Podbiegłam do niej, położyłam jej głowę na swoich kolanach i sprawdziłam puls. Na szczęście był w porządku. Uspokoiłam się i parę razy nią potrząsnęłam. Dopiero po chwili otworzyła oczy. Rozejrzała się po pokoju i z powrotem je zamknęła.
-Arven?! Co się stało..? - spytałam drżącym głosem.
-Ach, Veronica.. - wybełkotała. -
-Och, już! - krzyknęłam po czym wyciągnęłam ją bliżej drzwi wyjściowych. Podłożyłam jej poduszkę pod głowę i wybiegłam po wodę. Jakieś półgodziny siedziałam z nią i podawałam jej kolejne szklanki pod brodę. Wypiła wszystko, a na końcu się podniosła.
-Gdzie Elizabeth? - spytała.
-Nie mam pojęcia.
-Chodźmy jej poszukać..
-Wciąż nie powiedziałaś mi co się tu działo! - krzyknęłam za nią.
-Przyjdzie i na to czas. - odparła. - Ale teraz chodź. - ponagliła.
Westchnęłam tylko cicho i zaczęłam się wspinać po schodach. Będąc na szczycie odwróciłam się do niej:
-Ja pójdę. - rzekłam. - Ty poczekaj.
-Boję się o ciebie. - usłyszałam odpowiedź.
-A ja o ciebie. - westchnęłam. - Ale ty jesteś słabsza. Poczekaj tu chwilę.
-Nie ma mowy. - powiedziała zdecydowanym tonem. -Idziemy razem.
W końcu chcąc nie chcąc, musiałam się zgodzić.
Poszłyśmy na dach. Na jego skraju kucała zwinięta Elizabeth. Patrzyła na gwiazdy, przesuwała się coraz bliżej i bliżej końca dachu.
-Elizabeth! - wrzasnęła Arven. - Co ty tu jeszcze robisz?!
Elizabeth podskoczyła i powoli się odwróciła. Oddarta od rzeczywistości, patrzyła się na nas pustym wzrokiem.
-E-li-za-beth.. - powtórzyła Arven tym razem spokojniej, patrząc jej w oczy. -Co się z tobą dzieje? - spytała roztrzęsionym głosem.
A Elizabeth tylko patrzyła na nas z mieszaniną ciekawości i oniemienia.
Pociągnęliśmy ją na strych. Tam od razu się położyła i zasnęła. Patrzyłyśmy na nią zdenerwowane, po czym zeszłyśmy na dół. Arven wskazała mi wygodny fotel niedaleko i powiedziała:
-Siadaj. Tu spędzisz dzisiejszą noc. - uśmiechnęła się.
-Dzięki. - odparłam tylko i posłusznie usiadłam.
Zasnęłam dosyć szybko mimo, że myśli o minionym dniu nie chciały mnie opuścić.
Następnego dnia..

(Arven? )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz