-Powiesz mi..? - wzdrygnęłam się. - Co dokładnie?
-Nie pamiętam. - odpowiedziała. - Nie pamiętam za wiele.
-A tak w ogóle..- zadrżałam. - po co mi to mówisz?
-No jak to po co? - oburzyła się Arven. -Jesteś aż tak naiwna ?
-Chciałaś mnie tylko przestraszyć, prawda? - spytałam.
-Mylisz się. - rzekła stanowczo. - Lecz teraz nie powiem ci prawdy. - syknęła.
Podniosłam się i spojrzałam na nią z góry:
-Co się z wami wszystkmi dzieje? Kim jesteście? Dlaczego wczoraj napadło Elizabeth, a teraz ciebie?! - umilkłam złapawszy oddech. -Nic o was nie wiem..! - krzyknęłam w końcu, dysząc ciężko.
-Chcesz coś wiedzieć? - syknęła.
-Nie. - odparłam. - Nie teraz i nie dziś. Muszę poczekać, aż się uspokoicie. Odwróciłam się i już miałam pobiec gdy usłyszałam szyderczy śmiech:
-Tchórz.
Odwróciłam się do niej i już otwierałam usta, szukałam odpowiednich słów, lecz wreszcie dałam sobie spokój. Pobiegłam. Chciałam przez chwilę pobyć sama. Nie wiedziałam co działo się z Arven i Elizabeth. Te dwie dziewczyny które mam za przyjaciół okazują się dziwnymi stworzeniami. - pomyślałam. Pobiegłam do miejsca które znałam tylko ja. Gdy się ukrywałam nie chcąc siedzieć cały czas w zakurzonej piwnicy, spędzałam całe dnie, siedząc na różnych wygodnych drzewach, szukając jagód w kujących krzakach.
Usiadłam na wysokim wygodnym pniu i poszukałam relaksu w cudownym śpiewie słowików które tam mieszkały. Wysokie drzewa zewsząd otoczone były cudną mgłą, a siedząc dokładnie w miejscu, gdzie siedziałam ja nie było widać ziemi. Ułożyłam się wygodnie i po chwili zasnęłam. Na twardym fotelu w tym zapajęczonym pokoju, nie wyspałam się zbytnio, dlatego teraz spokojnie mogłam zasnąć. Gdy się wreszcie obudziłam, mgła zeszła na wysokość mojej głowy. Zbierało się na deszcz, bo ostatnio lekkie podmuchy wiaterku zmieniały się w ogromne wichury. Zeszłam z drzewa i skierowałam się w stronę wyjścia z magicznego miejsca. Oślepiło mnie niesamowite światło na zewnątrz. Był środek południa. Skierowałam się w stronę domu i zobaczyłam Arven z Elizabeth na murku. Nie rozmawiały chyba, lecz wyglądały jakby przed chwilą odbyły poważną dyskusję. Cofnęłam się o pare kroków i nagle usłyszałam poważny głos Arven:
-Ciekawa jestem, gdzie ta nasza Veronica się podziewa..
Spodziewałam się głośnego oburzenia Elizabeth, że na temat znów wchodzę ja, lecz ona rzekła tylko:
-Tak, trzeba jej poszukać.
O mało nie spadłam w tył, gdy to usłyszałam. Wstałam i powoli ruszyłam w stronę furtki.
-O wilku mowa! - krzyknęła Arven gdy przelazłam przez dziurę w siatce i ruszyłam w ich stronę.
-Cześć, dziewczyny. - uśmiechnęłam się i porozumiewawczo spojrzałam na Arven, lecz ona tylko odwróciła wzrok.
-Cześć. - odparła Elizabeth. -Wiesz, miałam zły dzień kiedy chciałaś mnie poznać.. Może porozmawiamy teraz?
-Dobry pomysł. - uśmiechnęłam się, choć wyczułam w tym sztuczność.
Arven zeskoczyła z murku i skierowała w stronę furtki.
-Pójdę się przejść. - powiedziała.
***
-Więc Elizabeth.. co chcesz mi powiedzieć teraz, czego nie powiedziałaś kiedyś? - spytałam siadając koło niej.
-Prawdę. - odparła. -Z początku chciałam cię zabić. Przy pierwszej lepszej okazji, ale Arven pomogła zdać mi sobie sprawę, że tak na prawdę nic mi nie zrobiłaś. Nie mam za co cię nienawidzić.
Powiedziałam ci wtedy tylko jak mam na imię i zrzuciłam z dachu. Powód? Oczywiście go nie było, ale skąd to miałam niby wiedzieć. Byłam pod presją. Pamiętasz, z jaką złością wypowiedziałam słowa; '
'nie pamiętam, żeby oprócz mnie miała jakichś przyjaciół' ? Bo nie miała. Ale tak na prawdę to ona mnie uratowała, a nie ja ją. Po prostu byłam przyzwyczajona, że mam ją tylko dla siebie. I.. nie miałam kiedy udowodnić sobie, że Arven pomaga nie tylko mi. - Pomaga wielu osobom, lecz ja tego nie widzę. Jestem mało inteligentna; to jasne.
-Czy..- odezwałam się po dłuższej chwili ciszy. - czy to znaczy, że już mnie lubisz?
-Można tak powiedzieć. - uśmiechnęła się.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę o mnie, o niej, aż wreszcie rozpadał się deszcz i pobiegłyśmy do domu.
(Arven?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz